Dziewczyna z podbitym okiem

altDominika Kostrzewa, tegoroczna Wicemistrzyni Polski Juniorów Młodszych w taekwon-do ITF opowiada o swojej pierwszej walce, reakcji rodziców, tremie przed zawodami i finałowym pojedynku z koleżanką z klubu

- Dlaczego taekwon-do?
- Od zawsze chciałam trenować sporty walki. Kiedyś trenowałam ju jitsu. Niestety, nie mogłam się w tym odnaleźć, bo wolę jednak ręce plus techniki nożne, czyli walkę w stójce. 
Kolega opowiadał mi o taekwon-do i postanowiłam zobaczyć, jak to jest. Od pierwszego treningu zaczęło mi się podobać. Wiedziałam, że na początku nie będę walczyć, najpierw musiałam nauczyć się techniki. Po pierwszych sparingach stwierdziłam, że to jest mój pomysł na przyszłość.

- Co jest najtrudniejsze dla początkującego?
- Trema przed zawodami. Często mam tremę. Jak mam walczyć z zawodniczką, której nie znam, nie wiem, co potrafi. Wtedy jest trema, ale mija w walce.
Najgorzej, jak się walczy z koleżanką z klubu. Wtedy nie wiadomo, jak się zachować.

- Często się to zdarza?
- Nasz klub jest podzielony na dwie sekcje – Legionowo i Nowy Dwór Mazowiecki. Nie trenujemy razem, ale się znamy. Czasami na zawodach trafiam na koleżanki z Legionowa. Nie ma między nami wrogości, zawsze jesteśmy nastawione pozytywnie. Ale i tak jest jakoś tak dziwnie. Na ostatnich Mistrzostwach Polski pierwsze trzy walki stoczyłam z dziewczynami z obcych klubów. Niestety, w finale walczyłam z koleżanką z klubu. Wcześniej też zawsze trafiałyśmy na siebie, na wszystkich eliminacjach. Nie za bardzo wiedziałyśmy, co robić. Ta walka nie wyglądała tak jak wszystkie inne, że dajemy z siebie wszystko, żeby wygrać.

- Pewnie na początku nie mogłyście się zdecydować, kto ma zacząć...
- Tak było. W pierwszej rundzie wykonałyśmy chyba po dwie akcje. Stałyśmy w miejscu i nie mogłyśmy wykonać ruchu. Nie chciałyśmy, żeby zostało to źle odebrane. To był dla nas obu duży stres.

- A w walce z obcymi dziewczynami pojawiają się jakieś negatywne emocje?
- Raczej nie. Po walce standardowo podanie rąk. Nie ma czegoś takiego, że się kłócimy. To tylko sport. Kto jest lepszy, ten wygra.

- Jak często trenujesz?
- Trzy razy w tygodniu, a poza treningami jeszcze biegam.

- Znajdujesz czas na normalne życie nastolatki? Spotkania ze znajomymi itp.?
- Czasami to trochę przeszkadza, bo znajomi gdzieś wychodzą i mnie zapraszają, a ja akurat mam trening. Te treningi są dla mnie bardzo ważne, ale spotkania ze znajomymi też. Próbuje to jakoś godzić i zazwyczaj znajduję czas na jedno i na drugie.

- Masz jakieś inne zainteresowania oprócz taekwon-do?
- Kiedyś grałam trochę na gitarze. Chodziłam też przez kilka miesięcy na boks, ale nie znalazłam czasu, żeby kontynuować te treningi i zostało taekwon-do. 

- Przyjaźnisz się z koleżankami i kolegami z taekwon-do? Spędzacie wspólnie czas poza treningami?
- Tak. Ogólnie jest luźna atmosfera, wszyscy się lubimy, możemy na siebie nawzajem liczyć. Mamy spotkania integracyjne, pizza, kino. Mamy też obozy, na których spotyka się cały nasz klub, sekcje z Legionowa, Chotomowa, Nowego Dworu Mazowieckiego.
Trenujemy trzy razy na dzień. Mamy też basen, bieganie, interwały, ale znajdujemy też czas dla siebie. Wychodzimy wspólnie do kina, chodzimy po górach.

- Pamiętasz swoja pierwszą walkę?
- Pamiętam. Byłam bardzo zestresowana, bo byłam takim „świeżakiem”, najmłodsza w swojej kategorii. Ta walka wyszła mi tak niekoniecznie. Tak się właśnie zdarza, że pierwsze walki się przegrywa. Ale w każdej kolejnej zdobywa się nowe doświadczenia.

- Ile masz za sobą walk, udziałów w zawodach?
- Na pewno sporo. W sezonie jeżdżę pięć razy na zawody.

- A ile walk trzeba stoczyć w ciągu jednego dnia na zawodach?
- To zależy od liczby zawodników. Jeśli jest tylko czterech, to już po pierwszej walce przechodzi się do finału. Na Mistrzostwach Polski miałam cztery walki.

- Musiało być ciężko?
- Mhm. Czasami tak się zdarza, że nie zdążymy zejść z maty, a już musimy znowu na nią wejść. To są walki dwurundowe, każda runda trwa półtorej minuty.

- W taekwon-do jest podział na walki, układy i techniki specjalne. W czym się czujesz lepiej?
- Zdecydowanie w walkach. Do układów jakoś nie przykładam większej wagi, chociaż biorę w nich udział. W technikach specjalnych też.

- Dużo dziewczyn trenuje taekwon-do?
- Wydaje mi się, że tak. U nas w klubie jest sporo dziewczyn. Są w kadrze Polski, zdobywają medale na  Mistrzostwach Europy, Mistrzostwach Świata.

- Jak Twoi rodzice reagują na to, że wybrałaś sobie sport, w którym bijesz innych i jeszcze sama możesz oberwać?
- Rodzice są zadowoleni z moich sukcesów. Czasami zdarza się, że po sparingu mam na przykład podbite oko, zbity nos albo jakąś kontuzję. Próbuje im wytłumaczyć, że to się zdarza, że to przejdzie, wszystko da się wyleczyć.

- A jak jeszcze nie było tych sukcesów, jak dopiero zaczynałaś trenować, próbowali Cię przekonać, żebyś trenowała na przykład siatkówkę?
- Jak pierwszy raz miałam podbite oko, to mama na to „No, jak to, dziewczyna z podbitym okiem? Dominika, tak nie wypada”. A ja mówię, „Mamo, ja to lubię”. A mama „To może jakoś inny sport, bardziej delikatny? Może siatkówka?”. Ale ja nie mogę się odnaleźć w innym sporcie. Mama jakoś to przełknęła.
 
- Wspomniałaś wcześniej o kontuzjach. Miałaś jakieś poważniejsze?
- Jedyne, co miałam, to przeciążony staw kolanowy. Do tej pory to leczę. Przed Mistrzostwami Polski chodziłam na krioterapię. Wtedy mi powiedzieli, że nie mogę za mocno kopać ani do końca wyprostować nogi. Ale wtedy były eliminacje do Mistrzostw Polski i trzeba było ćwiczyć na maksa. Po krioterapii mi przeszło, ale potem wróciło. Na szczęście zbliżają się wakacje, więc kolano trochę odpocznie.
Rozmawiała Joanna Lejtan
Fot.: archiwum prywatne

Dominika Kostrzewa ma 16 lat, trenuje od 2007 roku w klubie LKS Lotos Jabłonna z trenerem Waldemar Misiakiem. Posiada niebieski pas z czerwoną belką, czyli siódmy stopień uczniowski, trzy stopnie (egzaminy) przed czarnym pasem mistrzowskim. Tegoroczna Wicemistrzyni Polski Juniorów Młodszych w taekwon-do ITF, w kategorii walk (14-16 lat); jest uczennicą Publicznego Gimnazjum nr 3 w Nowym Dworze.