Orliki pofrunęły wysoko

altDwadzieścia wygranych spotkań, żadnej porażki, 60 zdobytych punktów, 263 strzelone gole i pierwsze miejsce w swojej grupie – tak najkrócej można przedstawić osiągnięcia piłkarzy rocznika 2002 nowodworskiego NOSiRu w zakończonych właśnie rozgrywkach ligi warszawskiej

To oczywiście nie koniec, bo były jeszcze finały z udziałem zwycięzców każdej z pięciu grup eliminacyjnych. Na tym etapie rozgrywek nasi chłopcy, Orliki U-10, wygrali trzy mecze, ulegając jedynie 1:2 rywalom z warszawskiej Legii.
Ostatecznie – a wielki finał odbył się w niedzielę 17 czerwca - zdobyli 2 miejsce wśród ponad 50 rywalizujących drużyn. Nagrodą był puchar z tabliczką z okolicznościowym napisem, uściski rodziców, gratulacje trenera i radość zwycięstwa.
Chyba mało kto w Nowym Dworze pamięta taki sukces młodych piłkarzy. Ostatnią drużynę z porównywalnymi osiągnięciami tworzyli zawodnicy rocznika 1991; w tamtym zespole grał m.in. Michał Kucharczyk, obecny legionista i kadrowicz.

Drużyna
Rocznikiem 2002 od stycznia 2010 r. zajmuje się trener Jerzy Ksionda, absolwent warszawskiej AWF i były pracownik naukowy tej uczelni (9 lat w katedrze piłki nożnej).
W tej grupie trenuje 16 chłopców; jedenastu od samego początku, pięciu dołączyło potem.
Dwóch piłkarzy pochodzi spoza Nowego Dworu, pozostali mieszkają w tym mieście. Większość (12) uczy się w szkole podstawowej nr 5, a siedmiu spośród tej dwunastki chodzi do tej samej klasy.
Warto dodać, że to pierwszy rocznik w NDMaz., który zaczął treningi piłkarskie już od 1 klasy szkoły podstawowej, jak to się dzieje w większości „piłkarskich” krajów świata. Dotychczas w Nowym Dworze treningi piłkarskie rozpoczynano najwcześniej od 3 klasy.
- W tej drużynie jest spora grupa naturalnych talentów – mówi trener, nie ukrywając, że emocjonalnie zaangażował się w prowadzenie zespołu. Jednocześnie woli zachować ostrożność co do ewentualnego przewidywania przyszłości młodych piłkarzy. Zbyt często zdarza się bowiem, że po jakimś czasie z dotychczasowym talentem się dzieje się coś nie tak, a lepszy okazuje się piłkarz mniej zdolny, lecz np. bardziej pracowity.

Praca od podstaw
Pierwszy rok trener poświęcił na naukę podstaw i trening ogólnorozwojowy. Przyjął zasadę, że młodzi piłkarze będą ćwiczyć oddzielnie w dwóch mniejszych grupach, bo łatwiej wtedy kontrolować poczynania zawodników, wychwytywać i korygować błędy - krótko mówiąc, można poświęcić poszczególnym piłkarzom więcej czasu.
Zresztą metoda „małych grup” jest w stosowana większości (jeśli nie we wszystkich) krajów o liczącej się piłce nożnej.
W zasadzie taka grupa nie powinna liczyć więcej niż 12 zawodników, przy czym warto dodać, że 12 jest ulubioną liczbą trenerów dyscyplin zespołowych. 12 można bowiem podzielić przez 2, 3, 4 i 6, dzięki czemu – w zależności od potrzeb treningu – da się utworzyć odpowiednią liczbę grup o takiej samej liczbie zawodników.

Doświadczenia włoskie
Trener Ksionda wspomina pobyt we Włoszech, gdzie – dzięki prywatnym kontaktom – przez tydzień oglądał zajęcia młodzieży w jednym z tamtejszych klubów.
- Jeśli chodzi o bazę treningową, to warunki nowodworskie nie są gorsze od włoskich – mówi. – Inaczej natomiast wygląda sam trening.
W klubie, w którym przebywał, 20-osobową grupą młodzieży opiekuje się kilku trenerów na raz. Trener główny koordynuje całość ćwiczeń, a chłopcy podzieleni na 5-osobowe grupki, ćwiczą pod okiem szkoleniowców przypisanych każdemu zespołowi.
Własnego trenera mają młodzi bramkarze.

Dojrzeli do gry
Po roku zajęć trener uznał, że chłopcy dojrzeli do gry. Drużyna zaczęła uczestniczyć w różnych turniejach. Najpierw były to rozgrywki halowe, głównie w Warszawie, potem zorganizowano tzw. ligę skrzatów, w której występowały zespoły z sąsiednich miejscowości - m.in. z Legionowa i Serocka.
Kiedy szkoleniowiec stwierdził, że chłopcy „ograli” się dostatecznie, zapisał drużynę do rozgrywek ligi warszawskiej.
Jak było potem, już pisaliśmy, ale przypomnijmy jeszcze raz: nowodworzanie zajęli 2 miejsce wśród ponad pięćdziesięciu zespołów, w eliminacjach nie ponieśli żadnej porażki, wzbudzili ogólny podziw i szacunek obserwatorów.
Podczas rozgrywek ligi zespół nie poprzestawał na meczach eliminacyjnych. W dzień po meczu ligowym, zawsze następowało spotkanie sparingowe, często ze starszymi przeciwnikami. Chodziło o to, by chłopcy jak najwięcej piłkarskiego doświadczenia zdobywali w ogniu walki.
 
Grunt to rodzinka
Trener podkreśla bardzo dobrze układającą się współpracę z rodzicami. Ojcowie i mamy dowożą i odbierają dzieci z treningów, regularnie dopingują swoje pociechy podczas zawodów, gdzie na ogół jest ich tyle samo co piłkarzy.
Poza tym współpracują między sobą, umawiając się na przykład na wspólny transport na treningi i zawody, organizując posiłki dla dzieci. |
Rodzice założyli też stronę internetową drużyny.
Obecność na zajęciach wynosi w granicach 85-90 proc, co znaczy że na treningi przychodzą prawie wszyscy prawie zawsze.
Poza tym między trenerem, uczniami a rodzicami istnieje umowa, że kto opuści się w nauce, dostanie zakaz przychodzenia na zajęcia.
- Chciałbym prowadzić tę drużynę minimum do końca szkoły podstawowej, czyli jeszcze 3 lata. Jeśli sprawy będą toczyć się dobrze, nie widzę powodów, żeby tak nie było – mówi trener.
Szkoleniowiec pragnąłby też, aby po skończeniu podstawówki jego zawodnicy uczyli się w jednym gimnazjum, najlepiej w tej samej klasie o profilu sportowym.
- Podobnie jest w Śląsku Wrocław – opowiada. – Tam trener jest jednocześnie wychowawcą. Taka organizacja znacznie ułatwia wychowanie dobrych sportowców.
Czar
Fot. Anna Jeżak, czar