Articles

Pies pogryzł człowieka. "Boimy się o swoje dzieci"

piesDo niebezpiecznego zdarzenia doszło 26 kwietnia w Teofilach, gdzie pies rasy amstaff wybiegł z jednej z posesji i dotkliwie pogryzł człowieka

Jak doszło do tej tragedii?

- Z tego, co słyszałam, pies wybiegł na drogę w momencie, kiedy właściciel nie zamknął bramy. Zwierzę zaatakowało jadącego na rowerze mężczyznę. Amstaff podobno wygryzł facetowi kawał uda - opowiadała jedna z mieszkanek Teofil.

Kobieta zaznaczyła, że poszkodowany szybko został opatrzony przez swoją siostrę pielęgniarkę.

- Widziałam, że niedługo potem przyjechała karetka i zabrała go do szpitala - dodała.

Sprawą zajęła się policja

- Na postawie art. 77 kodeksu wykroczeń za "niezachowanie ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia" właściciel został ukarany mandatem - informuje Szymon Koźniewski z nowodworskiej policji.

To jednak nie wszystkich uspokoiło, bo po opisywanej posesji biega - a czasem z niej wybiega - nie jeden, a kilka psów rasy uznawanej za niebezpieczną.

- My tu mamy dzieci i się o nie najzwyczajniej w świecie boimy - zadzwoniła do nas zaniepokojona czytelniczka, która jako pierwsza poinformowała redakcję Tygodnika o wypadku w Teofilach. 

Nielegalna hodowla?

W okolicy krążą też słuchy, że mężczyzna prowadzi nielegalną hodowlę amstafów - nielegalną, bo jeśli hodowla rzeczywiście ma miejsce, powinna być zarejestrowana jako działalność gospodarcza, a nie jest, co sprawdziliśmy w Urzędzie Gminy Leoncin. 

O tym z kolei, że mężczyzna sprzedaje psy, mogą świadczyć relacje niektórych sąsiadów. 

- Jeszcze niedawno po jego podwórku biegało osiem psów, ale część już sprzedał i teraz zostały cztery - mówi jeden z nich. Taką wersję potwierdza jeszcze kilka innych osób. 

"Z nim się ciężko dogadać"

Sąsiedzi podkreślają, że z właścicielem psów ciężko się rozmawia.

- Przeprowadził się tutaj kilka lat temu, ale jakiś taki, że nie da się z nim dogadać. Nawet policjanci, którzy byli tu kilka dni temu, powiedzieli to samo - zaznacza jedna z mieszkanek Teofil.

Dziennikarze naszej redakcji sami postanowili sprawdzić, czy z właścicielem amstafów rzeczywiście ciężko się porozumieć. Niestety, przy furtce nie było dzwonka, a nie mieliśmy na tyle odwagi, żeby otworzyć bramkę i wejść na podwórko, po którym akurat biegały trzy psy.