Articles

Policjant nas atakował

poplW sobotę pani Beata wyszła z mamą i 6-letnim synkiem po zakupy do jednego z nowodworskich marketów. Nic nie zapowiadało, że w ten słoneczny dzień usłyszy bluzgi od męża i doświadczy agresji ze strony policjanta

- Przy ulicy Spacerowej, na wysokości garaży podjechał samochodem Paweł, ojciec naszego niepełnosprawnego synka. Zatrzymał się na ulicy, uchylił szybę i krzykął do mnie: "szmato, już jedzie do ciebie policja"- mówi pani Beata. - Bojąc się ojca moich dzieci, nie reagowałam, nie zatrzymaliśmy się. Kiedy byliśmy obok bloków przy ul. Bohaterów Modlina 20, zatrzymał się przy nas radiowóz policyjny. Policjant donośnym głosem powiedział: "dlaczego nie  stosuje się pani do wyroku sądu, proszę natychmiast oddać dziecko ojcu". Kiedy powiedziałam, że nie wiem, o co chodzi i odeszłam, wyskoczył z radiowozu. Zachowywał się agresywnie, jakby gonił przestępców. "Proszę natychmiast oddać dziecko ojcu" - wołał. Powiedziałam, że sprawa jest w sądzie, ale nie słuchał. Próbowaliśmy z mamą i niepełnosprawnym synkiem, który zaczął płakać, oddalać się od agresywnego policjanta, ale ten nadal nas atakował. Mama trzymała Kacperka za rękę, ale policjant zaczął popychać mamę swoim ciałem, próbując wyrwać jej dziecko, łapiąc je za dłoń. Synek strasznie płakał. Tata Kacperka przyglądał się, jak policjant atakuje nas i jego dziecko. Próbowałam jak najszybciej znaleźć się w markecie. Popłakałam się, kiedy policjant nas popychał. Powiedział: "masz zabrane jedno dziecko, ja osobiście pomogę ci odebrać drugie". Gdy usłyszałam te przykre słowa, prosiłam Boga, aby mężczyzna nie wyrwał mi dziecka. Będąc przy drzwiach marketu usłyszałam, jak Paweł zawołał do policjanta: "zostaw ich" i dopiero wtedy policjant odszedł. Byłam roztrzęsiona tym całym zajściem.  Po chwili namysłu pobiegłam do radiowozu, by spisać identyfikator policjanta, zanim ten się wszystkiego wyprze. W radiowozie siedział jeszcze jeden funkcjonariusz oraz ojciec mojego dziecka. Policjant nie chciał pokazać identyfikatora, później złośliwie nim machał. Udostępnił dane dopiero, gdy zagroziłam, że zadzwonię do fundacji, narażając tym samym na stres mojego synka. Atakującym policjantem był Grzegorz Sz., drugi funkcjonariusz nie uczestniczył w zajściu. Mam nadzieję, że mogły to zarejestrować kamery monitoringu przy ul. Spacerowej 2. 

Dramat rozdzielonych dzieci

Pani Beata i pan Paweł są małżeństwem, mają dwóch synów w wieku 6,5 i 8 lat. Niestety od czterech lat chłopcy są rozdzieleni – starszy mieszka z ojcem, młodszy – z matką. Dlaczego? Jak relacjonuje pani Krystyna, babcia chłopców, ojciec znęcał się nad żoną fizycznie.

- Cztery lata temu, kiedy zięć zaatakował córkę nożem, wezwana została policja. Kiedy przyjechali, Paweł przytrzymał starszego Igorka, a policja nie mogła mu odebrać dziecka, skoro jest jego ojcem i nie ma ograniczonych praw rodzicielskich. Córka z młodszym synkiem uciekli wówczas i zamieszkali ze mną. Od tamtej pory, od czterech lat ciągnie się w sądzie sprawa, by obaj chłopcy wychowywali się przy matce. Ale ojciec przetrzymuje dziecko, zabrał Igorka jak zabawkę. W lutym córka złożyła wniosek do sądu o ustalenie kontaktów ze starszym synem. Sąd stwierdził, że po czterech latach Igor związany jest emocjonalnie z ojcem. Mimo iż ojciec dziecka zgodnie z postanowieniem sądu powinien przywozić Igorka na weekendy, przywiózł go tylko raz – tłumaczy pani Krystyna. - Mam podejrzenia, że Igor jest bity i zastraszany przez ojca, bo ten człowiek jest psychicznie chory, tylko to ukrywa przed sądem. Z drugim synem nie ma ustalonych kontaktów, nigdy się o to nie starał. W momencie, kiedy zabrałby Kacperka, obawiam się, że moja córka nie zobaczyłaby już swoich dzieci. A dlaczego chciałby go zabrać? Córka ma przyznane 1200 zł z tytułu opieki nad niepełnosprawnym dzieckiem. Paweł nie pracuje, więc gdyby on go wychowywał, miałby pieniądze. Czego się nie robi dla pieniędzy, prawda?

Oczekujemy przeprosin

W momencie, kiedy rodzice nie mają ograniczonych czy zabranych praw rodzicielskich, policja nie ma prawa – bez wyroku sądu – odebrać jednej ze stron dziecka, jeśli nie dzieje się mu krzywda. Sytuacja, która miała miejsce przy markecie, spowodowała, że pani Beata złożyła zawiadomienie do komendanta policji w Nowym Dworze.

- Nie czuję się bezpiecznie jako matka niepełnosprawnego dziecka w tym mieście. Boję się, że incydent może się powtórzyć – mówi pani Beata.

Po dwóch tygodniach od wydarzenia poprosiliśmy o komentarz przedstawiciela policji.

- Skarga została złożona, trwa postępowanie, które wyjaśni, czy jest zasadna. Jeśli zajdzie potrzeba, przesłuchani zostaną świadkowie lub użyty materiał z monitoringu. Pani powinna dostać odpowiedź w ciągu miesiąca – poinformował Szymon Koźniewski, oficer prasowy nowodworskiej policji.

Pani Krystyna obawia się jednak, że sprawa może ucichnąć z braku dowodów. Miesiąc upłynie 25.04.

- Byłam w markecie, rozmawiałam z kierowniczką i dowiedziałam się, że po dwóch tygodniach monitoring znika, nagrania są kasowane, a podobno nie wpłynęło żadne pisemko od policji o udostępnienie monitoringu. Ja myślę, że oni dobrze o tym wiedzieli – twierdzi babcia Kacperka. - Przykre jest to, że nikt nie interesuje się losem pokrzywdzonego dziecka. My nie mówimy, że to policja nas atakowała, ale jeden konkretny człowiek. Nie oczekujemy, żeby go ukarać - bo być może Paweł wprowadził go w błąd, może nieświadomie podszedł do sprawy -  ale żeby ktokolwiek przyszedł i powiedział zwykłe, ludzkie "przepraszam".