Articles

Nie taki "diabeł" straszny

gesllerMiażdżąca krytyka, latające talerze i łzy - to niemal stały scenariusz "Kuchennych rewolucji". W zeszłym tygodniu gospodyni programu, Magda Gessler, "naprawiała" nowodworski Charlie`s. Była rewolucja?

Kiedy w Nowym Dworze rozniosła się wieść o wizycie słynnej restauratorki, mieszkańcy wręcz oszaleli i przez kilka dni nie mówili o nikim innym. "Widziałeś ją?", "Stała przed Charlie`s o 17:00" - szeptali między sobą nowodworzanie. 

Głowy tych, którzy przejeżdżali czy przechodzili w pobliżu ronda Hallera, automatycznie odwracały się w kierunku lokalu. "Na razie jeszcze nic się nie dzieje. Cisza przed burzą" - śmiał się pierwszego dnia rewolucji 17-letni Łukasz. 

Czemu akurat Charlie`s? 

Stojąca przed lokalem ekipa TVN nie chciała zdradzić, dlaczego Magda Gessler na rewolucje przyjechała właśnie do Nowego Dworu. 

Zdaniem samych właścicieli, największym problemem Charlie`s była organizacja, a raczej jej brak.

- Dla kelnerek, głównie młodych dziewczyn, praca w naszym lokalu była zazwyczaj pierwszym zajęciem. Zdarzało się, że myliły stoliki, gubiły się w swoich obowiązkach - tłumaczy właściciel Charlie`s, Karol Marzec.

Inny zarzut wobec restauracji mieli klienci - chodziło o uciążliwy, nieprzyjemny zapach frytury. - Kiedy wychodziłem z Charlie`s moja kurtka przez kilka dni śmierdziała spalonym tłuszczem - zaznacza 22-letni Paweł.

Właściciele zapewniają, że problem już nie istnieje, a zapach spalonego oleju to przeszłość.

Nazwa jest OK

Magdzie Gessler wizytującej Charlie`s od razu spodobała się nazwa i wystrój lokalu. Nie było też mowy o drastycznym zmienianiu amerykańskiego menu.

- Po rewolucji w karcie jest mniej pozycji. Są hamburgery, steki i zupy. Dania są sporządzane ze świeżej wołowiny. Nie ma czegoś takiego jak gotowy kotlet do hamburgera - zaznacza właściciel.

Który dzień rewolucji był najcięższy?

- Drugi. Ale nie możemy powiedzieć dlaczego, ponieważ zobowiązuje nas do tego kontrakt - wyjaśnia Karol Marzec.

Wielki finał

W czwartek ok. godz. 9:00, czyli ostatniego dnia rewolucji, nic nie wskazywało na to, że wieczorem odbędzie się słynna kolacja w "podreperowanym" lokalu - za jego szybą wciąż można było dostrzec drabiny i farby.

Zupełnie inna atmosfera panowała na miejscu ok. 18:00 - przed lokalem tłum gapiów, a w środku jeszcze ostatnie poprawki.

Później było już tylko z górki.

- Wszystko się udało i obyło się bez większych wpadek - śmieje się Agnieszka Franczewska, narzeczona właściciela lokalu.

A jak szefowie Charlie`s poradzili sobie z wielkim zainteresowaniem, które towarzyszyło "Kuchennym rewolucjom"?

- To było niesamowite. Ale tyle się działo w związku z samą wizytą pani Magdy, że cała reszta była jakby poza nami - tłumaczą.

Nie taki "diabeł" straszny

Bardzo przyjemną osobą okazała się sama słynna restauratorka.

- Nie było tak strasznie, jakby się wydawało. To naprawdę miła osoba. Warto chociażby wspomnieć, w jaki sposób traktowała najmłodszych fanów. Rozdawała im autografy, po prostu była bardzo ciepła - dodają pracownicy restauracji.

 Właściciele zaznaczają też, że nie boją się wielkiego powrotu Magdy Gessler.

- Jesteśmy spokojni. Nie ma żadnych nerwów - zapewniają.

Był czas na odpoczynek?

- Niestety nie. Dopiero po rewolucji zaczęło się prawdziwe szaleństwo. W dwa dni obsłużyliśmy tyle osób, co wcześniej w 10 dni - podsumowuje właściciel Charlie`s.