Tygodnik Nowodworski

 

Articles

Wspólny bilet? Władza mówi NIE

wladzaCzy są jakiekolwiek szanse, aby nowodworzanie płacili mniej za dojazd do Warszawy? W tej kwestii władze miasta nie pozostawiają złudzeń

 Jednym z głównych tematów ostatniej Sesji Rady Miejskiej w Nowym Dworze Mazowieckim była inicjatywa "Wspólnie dla Wspólnego Biletu". Jej pomysłodawczynią jest radna Agnieszka Kubiak-Falęcka, która podczas sesji poprosiła burmistrza, aby wystąpił do ZTM o wstępną kalkulację dotyczącą wspólnego biletu.

Jako pierwszy głos w sprawie zabrał przewodniczący Rady Miejskiej Krzysztof Bisialski - zdecydowany przeciwnik takiego rozwiązania. Jego zdaniem, nie ma potrzeby, aby miasto wydawało miliony na projekt, który nie cieszy się ogólnym zainteresowaniem.

- Ludzi, którzy chcą takiego biletu, jest bardzo mało. My w swoim mieście zabezpieczamy transport i niekoniecznie musimy łożyć środki na Warszawę. Tutaj jest mowa o 4-5 milionach złotych - i to nie płaconych jednorazowo, ale co rok. Legionowo zrobiło błąd i do dzisiaj płacze - stwiedził Bisialski. 

Radna nie dała jednak za wygraną.

- Do mnie docierają zupełnie inne informacje - zaznaczyła. - Może Pan się komunikuje z innymi ludźmi. Do mnie bardzo dużo osób pisze maile, dzwoni - główne młode osoby. Dajmy mieszkańcom prawo głosu w tym temacie. Dajmy się im wypowiedzieć - dodała. 

Bisilaski odbił piłeczkę

Jednak zdaniem Bisialkiego czasy, kiedy "mieszkańcy musieli się przemieszczać gdzieś dalej na basen czy po zakupy" już dawno minęły.

- Dzisiaj mamy już tyle sklepów, mamy basen, mamy obiekty sportowe, że naprawdę nie musimy stąd wyjeżdżać. A jeśli chodzi o pracę, to jest grono ludzi, którzy do pracy jeżdżą z naszej stacji, ale nie wiem, ile jest tych osób, żeby fundować im bilety. W danym roku będzie jeździć 100 osób - no może 200 osób - a my zapłacimy miliony. No ludzie... – dodał przewodniczący.

Według Bisialskiego, ludzi, którzy jeżdżą do Warszawy stać na bilet. 

- Za te 4 miliony złotych można naprawdę dużo zrobić w mieście. Jeśli ktoś sobie jedzie na kulturalne wycieczki, to niech sobie jedzie. Jeżeli ktoś jedzie do pracy, to ma w tej pracy zarobić na podróż. W Warszawie nie zarabia się 1500 czy 1600 zł, bo by tam nikt nie jeździł do pracy - - podsumował  Krzysztof Bisialski.

Do sprawy odniósł się też burmistrz Jacek Kowalski.

- Gdybyśmy chcieli robić wszystko, czego mieszkańcy chcą, to tego budżetu by na pewno nie starczyło - podkreślił.

 Co na to sami mieszkańcy?

- Dobrze by było, żeby ktoś z władz wybrał się na stację i policzył tych, którzy jadą do Warszawy. To nie kwestia 100 czy 200 osób. Tutaj chodzi o dużo większą liczbę - zaznacza 25-letni Piotr.