Articles

Żeby nie utonąć w śmieciach

Z nowodworskim radnym Włodzimierzem Laurem – orędownikiem  systemowego rozwiązania usuwania odpadów rozmawia Marcin Giziński

Dlaczego Pana zdaniem akurat problem śmieci jest tak ważny w Nowym Dworze?
Nie tylko ważny, ale i ciężki. Nasze miasto wytwarza 14 tys. ton śmieci rocznie. Polskie statystyki mówią, że każdy z nas wytwarza 500 kg śmieci rocznie. To daje dziennie około 40 ton.
Jest to też problem trudny i niepopularny. Decydenci, którzy próbowali go rozwiązać w innych gminach, często płacili polityczną cenę w postaci przegranych wyborów. Jest to jednak obowiązek samorządu i jeden z wymogów Unii Europejskiej. Do 2013 r. musi być przetwarzanych 15% odpadów a do 2030 już 60%.
Odważne samorządy nie patrzą na koniunkturę polityczną tylko zdecydowanie mierzą się z problemem.

- Jak zatem skutecznie się z nim zmierzyć?
- Przede wszystkim poprzez uświadomienie społeczeństwa, które najbardziej zainteresowane jest skutkami ekonomicznymi przyjętego rozwiązania. Najlepiej przemawiają do ludzi spodziewane korzyści dla kieszeni.

- W jaki sposób to się stanie?
- Obniżenie kosztów można osiągnąć na dwa sposoby. Pierwszym jest zmiana zasad finansowania odbioru śmieci. Dotychczasowy system obejmuje tylko tych, którzy się dobrowolnie zgodzili. Znaczna część mieszkańców jest poza nim. Wszyscy jednak produkujemy śmieci – te wspomniane 500 kg rocznie. Pomysłem na to, aby obniżyć ceny, jest udział w referendum, w którym obywatele miasta sami zdecydują się na udział w systemie obejmującym 100% mieszkańców.
Z doświadczenia innych samorządów wynika, że takie „samoopodatkowanie” powoduje obniżenie indywidualnych kosztów odbioru śmieci o 50% (!).

- To bardzo korzystna propozycja dla tych, którzy obecnie są w systemie. Płacić połowę mniej, każdy by tak chciał.
- Oczywiście, to nie podlega dyskusji. Niestety, te śmieci dalej pozostają naszym zmartwieniem – teraz władz miasta, a nie pojedynczych mieszkańców. Trzeba je przecież gdzieś wywozić. A ceny na składowiskach odpadów ciągle rosną. Przykładowo w Zakroczymiu w 2001 r. tona śmieci kosztowała 97,60 zł, to w 2009 r. żądano już 245,87 zł za tonę. W Dolanówku w 2007 r. tona – 79,30 zł, a w tym roku – 330,18 zł. A ile będzie w 2010 roku?
To wszystko będzie wliczane w koszty wywozu odpadów komunalnych. W niezbyt odległej przyszłości może dojść do sytuacji, kiedy nikt naszych śmieci już nie będzie chciał składować za niewiadomo jak wielkie pieniądze. Obowiązkiem władz lokalnych jest poszukiwanie jak najkorzystniejszych rozwiązań dla swoich mieszkańców.

- Czy zna Pan rozwiązanie takiej dramatycznej sytuacji?
- Oczywiście, w tym samym referendum musimy odpowiedzieć sobie na jeszcze jedno pytanie. Jeśli jesteśmy zainteresowani jeszcze większym obniżeniem kosztów wywozu odpadów, to należy się zgodzić na lokalizację na naszym terenie zakładu termicznej obróbki śmieci. To przyniesie same korzyści.

- Jakiego rodzaju?
- Po pierwsze, gospodarz terenu ma preferencyjne stawki dla swoich odpadów. To jest kolejna obniżka opłat za śmieci o 30%. Czyli łącznie oszczędzamy 80% dotychczasowych kosztów. Do kasy miasta wpływają podatki za dzierżawę terenu. Ponadto uzyskujemy tanią energię do ogrzewania np.: wody. Pamiętajmy - wszędzie na świecie odpady to atrakcyjny produkt, z którego dodatkowo czerpie się zyski. Gdyby taki system przeszedł, to praktycznie ciepłą wodę mamy za darmo.
Wbrew pozorom nie jest to rozważanie czysto teoretyczne. Jest duże zainteresowanie Nowym Dworem, a wręcz ciśnienie ze strony firm zajmujących się tego typu działalnością. Deklarują one milionowe nakłady inwestycyjne na odpowiednią instalację.

- Gdzie zlokalizowany byłby taki zakład i jak poradzić sobie ze sprzeciwem okolicznych mieszkańców?
- Widzę tylko jedną lokalizację. W dzielnicy przemysłowej w sąsiedztwie Zakładu Energetyki Cieplnej ze względu na wzajemne powiązania technologiczne.
Taka działalność jest całkowicie nieszkodliwa dla środowiska, a więc i dla ludzi. Przecież to Unia daje pieniądze na budowę takich zakładów, a one spełniają najbardziej wyśrubowane europejskie normy.
Podsumowując: powstaje system, w którym mieszkańców nie interesuje kto i gdzie zabiera ich śmieci. Płacą miastu kwotę znacznie mniejszą niż gdyby sami musieli się tym zająć i są szczęśliwi. Miasto jest czystsze, a odpady są dodatkowym źródłem dochodu dla budżetu gminy.
Należy jeszcze pamiętać o podatkach, jakie wnosi firma, opłatach za dzierżawę terenu, nowych miejscach pracy i pośrednio o bogaceniu się społeczeństwa i miasta jako jednostki samorządu terytorialnego. Mamy też tańsze źródło energii cieplnej.

- Wychodzi na to, że są same plusy tego rozwiązania. Więc gdzie ukryty jest „haczyk”?
- Gdyby to było takie proste, już dawno byśmy wdrożyli te plany w życie. To, czy tak będzie zależy od samych mieszkańców. Bez ich zgody i przekonania nic się nie zmieni i będziemy mieć to co teraz.
Dlatego tak ważna jest strona informacyjna tego przedsięwzięcia. Moim zdaniem potrzebna jest ogromna ofensywa informatyczna, która pomogłaby ludziom podjąć racjonalną decyzję. Nic bardziej nie przemówi do nich niż wspomniane korzyści finansowe. Ale czy mieszkańcy zaakceptują to rozwiązanie?

- Czy możemy już dziś odpowiedzieć na pytanie, kiedy to wszystko mogłoby stać się faktem?
– W bardzo optymistycznym wariancie: referendum przeprowadzamy w 2010 r., następują kolejne obniżki kosztów, w 2011 już po wyborach zapada decyzja o lokalizacji zakładu. Trwa to ok. 1,5 roku.
Myślę, że w tym optymistycznym scenariuszu na Euro 2012 moglibyśmy być gotowi.
Powtarzam jeszcze raz wszystko będzie zależeć od edukacji społeczeństwa. Sukces może przynieść tylko niekonwencjonalna kampania promocyjna.

- Dziękuję za rozmowę.